przecież każdy normalny, zdrowy człowiek sobie imaginuje, imaginuje sobie potężnie, bardziej sobie imaginuje niż sobie nie imaginuje, a on nic, żadnego imaginowania.
i że też nie śmieszy go imaginowanie sobie kotów w kontrapoście, próbowałam wielu innych działań, ale on sobie nie imaginuje.
i jedyne imaginowanie jakie on zna to to johna lennona, ale on też nie rozumie co to znaczy imaginować sobie innych ludzi, po co ma to robić.
nie imaginuje sobie też jak bardzo mi na nim zależy, ach, jak to dobrze, że sobie nie imaginuje.
jestem skazana na świadomość i tak bardzo to dziś kocham. chwilę mi to zajęło, dłuższy moment, może cztery lata, ale liczy się skutek.
uwolniłam się, tak dobrze jest to wreszcie poczuć i chwile, które kończą paczkę papierosów w parku, gdzieś pośrodku wszystkich wydarzeń, moje.
ludzie, proszę, już uważajcie co chcecie, mówcie cokolwiek, róbcie, myślcie, ale nie o mnie, bo ja właśnie was zostawiam i staję się sama dla siebie najlepszą.
tak czy inaczej na koniec zostanie moja głowa i rozważania, wspomnienia, ale tylko te dobre, te które wydarzyły się naprawdę.
podróże pociągiem jako źródło inspiracji (nie mówię tu o tych wycieczkach krótkodystansowych, wtedy ekscytacja zamienia się depresję). zloty motocyklistów jako nowe miejsca na mapie, domy zbyt blisko torów, tylko o krok…
pożegnania są cudowne, jedyne prawdziwe tęsknoty trwające w chwili gdy jeszcze widzisz tę drugą osobę, później zapominasz.
niepoważne, kara za względne zadowolenie musi być.
dziś mogłabym zostać romantykiem, mówić tylko o naturze. po pierwsze wiele drzew jest przerabianych na papier, okropne.
następnie - słowa cię nie uratują przed sobą samym
po drugie czeremchy okazały się nie być jabłoniami. to trochę przygnębiające, zwłaszcza, że to implikuje zmniejszenie się liczby jabłek w moim świecie.
zagadnienie kolejne, najważniejsze - magnolie, magnolie, magnolie (kwiaty, nie park)
i ostatnie, ale żyjące w oczach najdłużej to dwa nagie drzewa, które tworzą bramę. jedno z nich góruje nad drugim, więc nawet dwa elementy łączące się w całość nie są sobie równe, to są więc tylko pozory i ja to mówię, ja.
gdyby bóg oszalał na pewno bym o tym nie wiedziała (dopóki działałby w granicach mojej wyobraźni. lub rozsądku). a nie chcę tego, co nie ma znaczenia. czym jest to, czego nie pamietasz, o czym nie śnisz, z czym nigdy się nie zetknąłeś (słuchaj, słuchaj, słuchaj…). czy coś podobnego może dziać się w twojej głowie, co tam jest (jeśli tak, do czego, do kogo jestem podobna, może tylko do siebie, raczej jednak nie). jak opiszesz swoje myśli, czy chcesz sprawić by ktoś cię zrozumiał, czy może tylko hermetyczne półsłówka, sam na sam z papierosem, daleko od ciała, a jednak ono podróżuje z tobą - i jesteście (bo jak to policzyć) gdzie indziej chociaż równie dobrze (i z myślą, że siła umysłu może wszystko) mogłoby to być tutaj. czy niezrozumienie jest czegokolwiek warte (a co jeśli oni też noszą twoje myśli i wspomnienia). wyobraź sobie jak piękne i straszne jest to, czego nie znasz. nie możesz.
wczoraj traugutta zostało dziwne, słońce apartamentu i cyganie idą, by nie uciekli, dzieci palą na balkonie, a obok jest muzeum. wybierz sobie niebo, chcesz mieć zasłony i kredyty czy przyjaciół, których wyślesz do więzienia. do czego chciałbyś się dzisiaj przywiązać (podobno wysokie słupy się nadają)